Właściwie bardzo nie lubię określenia „edukacja alternatywna” – alternatywna dla czego? I czy aby na pewno ona JEST alternatywą? Czy tylko jakimś mało dostępnym rozwiązaniem dla marginesu społeczeństwa? „Pozasystemowa” też jest słowem fatalnym – bo w naszym kraju pozasystemowo to tak naprawdę się nie da i (chyba) też nie o to chodzi w przygotowywaniu młodych ludzi do życia w społeczeństwie. Ja zamiast tego wolałabym widzieć słowa pozytywne, właściwie to „edukacja sensowna” czy też „zdrowa edukacja” wystarczyłoby mi w zupełności. I wtedy nie pozostajemy w opozycji, bo jestem pewna, że istnieją nauczyciele, którzy w ramach edukacji publicznej prowadzą edukację swoich uczniów mądrze i ocalają dla nich to, co się da. Bo w zdrowe systemowe szkoły niestety nie wierzę. Może najlepsze w tym, w czym przychodzi im funkcjonować.

Jest jasne, że edukacja systemowa ma z natury rzeczy sporo swoich ograniczeń. A działania takie, jak nasze, są raczej małymi punktami na mapie, drobinkami, pyłkami i igiełkami w stogu siana. Już nie tak rzadkimi jak jeszcze kilkanaście lat temu, ale jednak rozwiązaniami dla marginesu rodzin i dzieci. A działamy, opracowujemy swoje rozwiązania, idziemy czasem bardzo pod prąd, czasem bardzo próbując płynąć z prądem. I jak na początku tej drogi wydawało mi się, że poza możliwością realizowania swojej wizji i proponowania konkretnej opcji opieki i wspierania rozwoju dla garstki dzieci, będę miała jeszcze chęć i wolę walki o to, żeby zmieniać świat w jakiś niebywale aktywny sposób (głównie bazujący na chęci szkolenia i szerzenia wiedzy, bo przecież jeśli ktoś nie robi pozasystemowo, to pewnie dlatego, że jeszcze nie wie, że można), tak teraz jestem pewna, że zupełnie nie tędy droga. A na pewno nie moja.

Kiedyś usłyszałam, że najbardziej można komuś pomóc, po prostu będąc sobą. Bo nigdy nie wiemy, który kawałek nas dla tej osoby będzie inspiracją, co w naszych słowach kogoś poruszy, co da motywację do zmiany, odpowie na pytania. I tak, jak nie staram się być kimś innym w życiu, tak nie chcę, żeby nasze placówki były czymś innym, niż są w rzeczywistości. Tylko „robiąc swoje” możemy wrzucić ten mały kamień do jeziora, który da później szersze kręgi. Nie z intencją robienia z edukacji pozasystemowej systemu, tylko po prostu dlatego, że swoje działanie poddajemy namysłowi i dość konkretnie wiemy, co stoi za naszym działaniem. Dlaczego lekcja wygląda tak, że rozpoczyna ją pół godziny ćwiczeń rytmicznych, po co wprowadzamy tyle opowieści, dlaczego konkretne historie w danym czasie, jak rytm dnia przedszkolaków wspiera ich naturalny rozwój, kiedy zadania domowe mają sens, co ma następować po sobie w programie nauczania, po co nam wierszyki przed jedzeniem, czy te konkretne zajęcia rzeczywiście jakoś wspierają dzieci, jak wprowadzać literę A…?
Czasami robimy rzeczy, które w pierwszej chwili nie nasuwają nam się jako najlepsze. Bo czasami trzeba się dostosować – tego uczymy dzieci i z takim założeniem same chcemy żyć. Jednak refleksyjność nad swoim działaniem wydaje mi się być tym, co w ogólnym zarysie jest cechą charakterystyczną edukacji alternatywnej – a wspaniale by się składało, gdyby była ogólną cechą systemu. I być może po to nam edukacja pozasystemowa, żeby do tego myślenia zapraszać. Pokazywać, że można inaczej mimo, że „są takie czasy”. Zapraszać do patrzenia na długofalowe skutki wpisywania dzieci w program wyścigowy od najmłodszej grupy przedszkolnej, biegu właściwie nie wiedzieć dokąd. Stanowić jakiś punkt odniesienia. A na pewno ważne, żeby były jako miejsce pracy dla ludzi, którzy nie chcą działać wbrew sobie, swojej wiedzy i swojemu sercu. I miejsce bezpieczne dla rodziców, którzy mogą i chcą powierzać dzieci ludziom, którzy oczywiście czasem się mylą, popełniają błędy i nie dają rady, ale na pewno próbują działać z prawdziwego myślo-czucia, gdy mają pod opieką dzieci. I dla dzieci, którym takie miejsca czasami umożliwiają w ogóle bycie wśród rówieśników.
A z okazji Dnia Edukacji Narodowej życzę wszystkim, którzy są i chcą być na innej nieco ścieżce edukacyjnej, aby dawała im radość i poczucie bycia u siebie w realizowaniu swojej drogi. Bo chyba o to ostatecznie nam wszystkim chodzi.
